Warning: file_get_contents(http://hydra17.nazwa.pl/linker/paczki/bonos.ten-snieg.ostroda.pl.txt): failed to open stream: HTTP request failed! HTTP/1.1 404 Not Found in /home/server455784/ftp/paka.php on line 5
- Cześć - uśmiechnął się. - Szałowy ciuch.

332

- Cześć - uśmiechnął się. - Szałowy ciuch.


Przekraczając rogatki El Paso, czuli już wielkie zmęczenie.
- Dzisiaj nie dam już rady przylecieć. Najwcześniej jutro rano.
- Mamy coś jeszcze? - spytał, kiedy i ona zjadła swoją porcję.
Diaz wyciągnął rękę i chwycił mocno jeden z wystających grubych
i przedpokój zalało łagodne światło. Z zewnątrz dochodził odgłos
nią dzieje. Chciała zatrzymywać przechodniów, pokazywać im
- Nie, to szeryf i mój brat... - Jaki to miało sens? Podniosła jasne oczy i spojrzała na kobietę. - Ja nie. Uśmiech zagościł na twarzy Sunny. - Ale twój ojciec uwielbiał twoją siostrę i teraz czuje się tak, jakby stracił część własnej duszy. Musi kogoś winić. - Chyba... chyba tak. - Cassidy przebiegł dreszcz. Spojrzała w intensywnie brązowe oczy Sunny. - Wejdź, proszę. W środku barak był tak samo zniszczony jak na zewnątrz. Na linoleum jaśniała wydeptana ścieżka, a wykładzina była cienka i brudna. Cassidy nie mogła sobie wyobrazić Briga - wolnego, dzikiego i zbuntowanego - mieszkającego tutaj, w tej klitce. Z radia przy zlewie płynęła muzyka gospel. Sunny ją wyłączyła. - Chcesz coś o nim wiedzieć? - Sunny podeszła do plastykowego krzesła przy stole. - O Brigu. - Tak. Oczy Sunny rozbłysły. - Wszyscy chyba chcemy. Nie zadzwonił, nie pisał i jest gdzieś daleko. Może już nie żyje. Nie potrafię powiedzieć. - Żyje. - Cassidy nie była w stanie uwierzyć, że Brig nie żyje. - Mam nadzieję, że jest tak jak mówisz. - Znowu uśmiechnęła się ze smutkiem. - Ale widzę nad nim wielki ból i... - potrząsnęła głową - ...i śmierć. Ogień i wodę. - Proszę posłuchać, nie wiem nic o pani wizjach, ani nie rozumiem ich znaczenia. Przyjechałam tutaj, bo chciałam, dowiedzieć się, czy wszystko w porządku z Brigiem, więc jeżeli będzie pani miała od niego jakieś wieści... Oj! Sunny nagle pochyliła się i złapała Cassidy za zdrową rękę. Ścisnęła ją kościstymi palcami i zamknęła oczy. Dziewczyna chciała uciec, wyrwać rękę, ale nie miała odwagi się poruszyć. Ciemnooka kobieta zaczęła wpatrywać się w dal przez ramię Cassidy widząc coś, czego nie mogli widzieć inni. Cassidy przeszły ciarki. Zagryzła dolną wargę. Ta kobieta była całkiem inna niż jej synowie. Była obezwładniająca. Na dworze zerwał się wiatr i szyld reklamujący czytanie z dłoni głośno zaskrzypiał. Cassidy zamarło serce. Sunny westchnęła. - Ja... zawsze będę wierzyć, że Brig żyje - oznajmiła Cassidy, uwalniając rękę. - Żyje i nic mu nie jest. Wróci do Prosperity i udowodni, że jest niewinny. Sunny spojrzała na nią zmęczonymi brązowymi oczami. - W przyszłości widzę tylko ból. - Kobieta nagle posmutniała. - Ból i śmierć. I ty będziesz tego przyczyną, Cassidy Buchanan. - Nie... - Cassidy była już przy drzwiach. Źle zrobiła, że tu przyszła. Szeryf miał rację. Sunny powinno się zamknąć w zakładzie dla psychicznie chorych, żeby opowiadała o swoich wizjach innym pacjentom. - Proszę powiedzieć Brigowi, że mi na nim zależy i że chciałabym wiedzieć, czy wszystko w porządku i... - To już zapisane. Wyjdziesz za mojego syna. - Wyjdę za niego? - powtórzyła Cassidy. - Ale przecież wyjechał. Mówiła pani nawet, że może nie żyje. - Chwyciła za klamkę i mocno pociągnęła. Podmuch wiatru wyrwał jej drzwi z ręki. Z hukiem uderzyły o ścianę. - Nie mówię o Brigu. - C...co? Nie o Brigu? Mówiła z przekonaniem. Cassidy zeskoczyła z prymitywnego stopnia i pobiegła do samochodu matki, ale głos Sunny podążał za nią niczym cień, którego nie można się pozbyć. - Cassidy Buchanan. - Głos unosił się na wietrze. - Wyjdziesz za mojego syna. O Boże, nie! Zabierz mnie stąd! Cassidy zaczęła gorączkowo szukać kluczyków. - Kiedyś, córko, zostaniesz żoną Chase’a.
następstwem.
z własnych płuc. A potem furia eksplodowała, nagle, z niesamowitą
- 19 -
pracował dla tego samego szefa.
westchnęła z ulgą, prostując się z trudem. Jeżeli uda jej się kiedyś

O swoim popędliwym charakterze. Niezbyt dobry wzorzec dla dorastającego chłopca, choć

go znienawidził.
Tego popołudnia chciała tylko znów normalnie oddychać, i żeby serce
- Myślisz więc, że to lipa? Że to jest zbyt dobre, żeby mogło być prawdziwe?
Wie, że popełnia błędy, ale mimo to robi swoje. Przyznaję, że do pewnego
– Ale z ciebie zimny bydlak, Kenyon.
Nie mamy rysopisu. Nie mamy nawet pojęcia, jaki związek może
- Tamten kursant naprawdę potrzebuje moich instrukcji.
jasnowłosą kelnerkę o imieniu Cindy. Prężył pierś, przybrawszy nonszalancką pozę z nogą
odoru. Teraz myślała o raporcie medycznym, który Quincy musiał czytać
– Dlaczego mamy czekać aż rok?
– W porządku – Quincy uspokajająco podniósł rękę. – Nic z tego nie wyszło...
świadczyć.
o nocach, których nie da się już przywrócić. Kolejny raz przyznała przed
– Oczywiście. NoLava@aol. com. To adres jego nauczycielki. No Lava znaczy Avalon,
lśniących, czarnych pantoflach. Rainie zaczęła podejrzewać, że detektyw stanowy nie tylko

©2019 bonos.ten-snieg.ostroda.pl - Split Template by One Page Love